Pajęczyca - mój prywatny blog o życiu

Wirtualna rzeczywistość

Świat bez dostępu do komputera, dla mojego Syna, wydaje się nudny. Szlaban na media, częstokroć okupiony jest marudzeniem, ale i docenieniem najprostszych rzeczy: choćby rozmowy, czy gapienia się w okno. Nie jest nałogowcem, ma wyznaczony czas do 1.5 godziny dziennie.

Wszelkie jego spotkania (w domu) z kolegami polegają na rozgrywkach wirtualnych. Zresztą co tu dużo gadać, spotkania dorosłych nierzadko opierają się na oglądaniu filmików na pewnej stronie internetowej. Czy kierunek w jakim to zmierza może  być podobny do tego w Japonii? 

Oczy młodego Japończyka nazbyt często utkwione są w Iphona, gdy tymczasem pozostałe części wykonują codzienne czynności. Nawet jeśli fizycznie koledzy się spotkają, nie zamieniają ze sobą ani słowa. Przeczytałam ostatnio, że miłośnicy gier nawet kochają się w kobietach 2D. Dla wyjaśnienia obiektem miłości nie jest kobieta z krwi i kości, ale zbudowana z pikseli bohaterka komiksu i gry Da Capo. Cóż do kupienia jest także bardziej "namacalna" ukochana, bowiem produkowane są również poduszki z nadrukami animowanych postaci. Można przytulić się kiedy najdzie na to ochota, bez marudzenia i kobiecych fochów. Sielanka? 

Można także "doszkolić się", grając na symulatorze randek. Należy wybrać animowany obiekt westchnień i za pomocą dostępnych opcji "zdobyć" go . Zaszło to tak daleko, że jeden z graczy poślubił swoją  wybrankę. Ideał, w domu... "kłoda". 

Otaku, bo tak mówi się o uzależnionych od mediów Japończykach, jest coraz więcej. 

Inna kultura, inny świat, trudne ocenianie i prorokowanie. Smutne, że przy propozycji: choć Synu pogramy w Scrabble, niemal zawsze wygrywa konsola.