Pajęczyca - mój prywatny blog o życiu

Czekanie

Życie to czekanie. Czekanie podzielone na małe czekania, na duże czekania, na czekanie ważne i mniej ważne, na czekanie warunkujące rzekomo komfort życia, szczęście, uśmiech na twarzy, a czekanie dostarczające samych strapień, smutku, czarnowictwa. Czekamy chcąc nie chcąc, czekamy, bo chcemy. Czekamy na miłość, na szczęście, spełnienie zawodowe, czekamy na dziecko, na jego pierwszy ząb, krok, słowo na pierwszy dzień w przedszkolu, szkole, w liceum, na studiach, czekamy na swoją pierwszą wypłatę, potem każdą kolejną, na spłatę pożyczki, kredytu, na to aż będzie lepiej, dobrze, bardzo dobrze, rewelacyjnie ... , na uśmiech losu itd. Notorycznie czegoś wypatrujemy, jedynie poprzez palce spoglądając na świat. A tak pomiędzy, na poboczu? Cóż wnosi do życia pogodny wieczór, uśmiech własnego dziecka znad gazety, premia, która jest tylko kroplą w morzu potrzeb, przyjazna pogadanka z panią z przystanku, rodzinne spotkanie z kuzynami, których się nie lubi? Nieważne jest nazbyt wiele rzeczy i sytuacji magicznych, bo my czekamy. Aż bedzie nas stać, aż spotkamy królewicza, czy królewnę, aż będziemy szczęśliwi. Czekamy w przeświadczeniu, że dopiero kiedy będziemy mieć to, co chcemy dostrzeżemy te drobne szczegóły, rzeczy, chwile, że to wówczas będziemy żyć "prawdziwie".

 

A tu d... Nawet jeśli jedno czekanie osiągnie kres, wymyślamy sobie nowe. I tak przez całe życie, aż do jego the endu, gdy okazuje się, że to było tylko jedno niewiele znaczące oczekiwanie... na śmierć.

 

Bo liczy się to co pomiędzy, to co zazwyczaj tak umiejętnie umyka naszej uwadze, to czego nie można policzyć, oszacować, zmierzyć liczbami, zmianami na lepsze. To się liczy... choć liczy się zazwyczaj na wypłatę, wygranie w lotto, czy spadek.

 

Ostatnio tak często czekałam, tak długo czekałam, i po co? Wszak i tak zawsze nowe czekanie się pojawia, a ja (MY) tylko tracę (tracimy) tyle chwil.  

 

Ps. Nie znoszę nowych czekań! Już!